wtorek, 12 maja 2015

Miłośniczka fauny

Korzystając z pięknej pogody otwieram drzwi na balkon, co z jednej strony ułatwia przebywanie domowników na zewnątrz, a z drugiej umożliwia swobodne odwiedziny naszego lokum przez różne żyjątka boże. Tym razem z wizytą wpadła mucha. Emilka porwała z kuchni ścierkę i dalej ganiać za muchą po całym mieszkaniu. W pewnym momencie pobiegła po coś do kuchni, wraca i pyta:
- a gdzie jest moja mucha? muszkooo... muszkooo wracaj, pobawimy się jeszcze

Muszka chęci dalszej zabawy nie wykazała. Dziwna jakaś. Ba! Od tej pory w mieszkaniu nie pojawiło się nawet pół robaczka. 

poniedziałek, 11 maja 2015

Stylówa

Zaplotłam Emilce dwa warkocze francuskie. Wieczorem podczas kąpieli rozplatam jej włosy i mówię:
- zobacz jakie masz piękne loki na głowie
Emilia zerka w lustro, obraca głowę w jedną stronę, w drugą, po czym stwierdza:
- tragedia!

środa, 15 kwietnia 2015

Wszystko co ludzkie uwikłane jest w czas

Minął kolejny rok od mojej ostatniej notki tutaj... Wierzyć mi się nie chce, że kiedyś pisałam tu niemal codziennie. Skąd na bogów brałam  na to czas? Albo wtedy doba trawa zdecydowanie dłużej albo miałam jakieś parapsychiczne zdolności ogarniania wszystkiego z prędkością światła? Hmm...
Ciekawe ile z Was jeszcze prowadzi blogi? Rok temu było Was całkiem sporo (w tym miejscu nastąpiło głębokie westchnienie nad systematycznością niektórych osobniczek i lenistwem własnych czterech liter)
Mi niestety gdzieś pomiędzy bieganiem do pracy, robieniem zakupów, odkurzaniem i układaniem po raz milion osiemset pięćdziesiąty puzzelków oraz czytaniem po raz dwa miliony trzysta wszystkich posiadanych na stanie książeczek minął zapał do pisania bloga. A i tematów jakoś poważny deficyt. 

Ale z racji tego, że od 3 dni siedzimy w domu, gdyż latorośl postanowiła nadrobić fakt, że w ogóle nie choruje i złapała...szkarlatynę (sic!) i już pomału obie dostajemy małpiego rozumu w tych czerech ścianach, przypomniałam sobie o blogasku i oto jestem (taa dam!) Przeczytałam kilka notek i łza zakręciła mi się w oku... jezu jak ten czas pędzi...dokąd tak gnasz, szalony?! Prrrrr... 

czwartek, 20 lutego 2014

Życie pełne jest niespodzianek

Kocham cię życie za małe cuda dnia powszedniego... i ludzi, jakich stawiasz na mojej drodze. 

Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Nie spodziewałam się gości, zwłaszcza o tej porze, więc leniwie opuściłam na podłogę jedną nogę, drugą nogę i zastygłam, w nadziei, że delikwent pod drzwiami zdąży się rozmyślić zanim zwlokę z tej kanapy resztę członków.... Niestety moje płonne nadzieje przerwał drugi dzwonek, nieco bardziej natarczywy i stanowczy. Poszłam otworzyć...
Po drugiej stronie drzwi czekała na mnie niespodzianka


Ten świat może i nie jest najlepszym z możliwych, ale wystarczy rozejrzeć się wokół aby dostrzec, jak wielu wspaniałych ludzi po nim kroczy. Dziękuję Stokrotko, za to że mi o tym przypomniałaś i za ten śliczny, słoneczny bukiet, do którego uśmiecham się dziś cały wieczór :-)

czwartek, 6 czerwca 2013

PS Kocham Cię

Gdybym miała powiedzieć, co w byciu mamą lubię najbardziej na świecie, to byłyby to chwile, kiedy ta mała istotka zupełnie niespodziewanie odrywa się od swoich ważnych spraw, przychodzi i przytula się do mnie. Często, wtulając tak buzię w moją szyję, mówi "moja mama", a ja za każdym razem, niezmiennie czuję gulę wzruszenia w gardle. Przytulam ją setki razy w ciągu dnia, setki razy całuję i do znudzenia powtarzam, że jest moim największym skarbem. 

Dziś stałam w kuchni zmywając naczynia. W pewnej chwili przybiegła, objęła rączkami moje nogi, spojrzała w górę i powiedziała "kocham" Po raz pierwszy.

Rozpadłam się na atomy.

czwartek, 23 maja 2013

Reaktywacja

Tematyki stomatologicznej, gdyż wczoraj myjąc córeńce zęby oczom mym ukazał się pierwszy z czwórki, ostatnich brakujących trzonowców.  Analogicznie po przeciwnej stronie brakuje już tylko milimetra i też się wyrżnie.  A później zostaną już tylko ostatnie dwa górne i temat ząbkowania będziemy mogły zamknąć definitywnie.

wtorek, 21 maja 2013

Mydło wszystko umyje nawet ręce i szyję

Czas kąpieli Emilki zazwyczaj wykorzystuję na zrobienie czegoś dla siebie. A to sobie nogi porządnie ogolę (a nie tylko z przodu, do kolan), a to napaćkam na styraną twarzyczkę jakichś cudownych specyfików (które nie wiedzieć czemu jeszcze nie sprawiły, że jestem młoda i piękna), a to strzelę sobie jakiś orientalny manicure (aktualnie za takowy uważam pomalowanie paznokci lakierem jakimkolwiek innym niż bezbarwny)  albo poczytam w spokoju artykuł w gazecie (to nic, że gazeta sprzed miesiąca) Córeńka w tym czasie siedzi w wannie i bawi się grzecznie kąpielowym asortymentem zabawek albo niegrzecznie wylewając wodę na podłogę, a jak się jej znudzi woła: "mama, myje!"
Wczoraj mnie zaskoczyła, bo wstała, wzięła do rączki mydło i zaczęła się sama myć, wymieniając na głos myte po kolei części ciała: 
- busia (buzia)
- noś (nos)
- usi (uszy)
- pupsia (pupcia)
- noni (nogi)
- sija (szyja)
- jece (ręce)
- tupta (stópka)
- pepe (pępek)
- busek (brzuszek)
- josy (włosy)
Strasznie mnie tym rozczuliła, bo znów uświadomiłam sobie, że to kolejny mały kroczek w nieuchronnej drodze ku jej samodzielności.