Leżę wieczorem w łóżku, już prawie odlatuję, Morfeusz smyra mnie po szyi, ach jak mi dobrze. Wtem zwala się na mnie jakiś zawodnik sumo, wkomponowując mnie w materac. Ach, to tylko mój kochany, potknął się podczas przechodzenia na swoją stronę (musi przetoczyć się przeze mnie, bo z drugiej strony łóżko dosunięte do ściany) Och, nic nie szkodzi, jeszcze żyję. Doprawdy te dwa złamane żebra, to drobiazg.
I jeszcze sobie mruczy cichutko pod nosem
- bo całe łóżko zajmujesz, wszędzie jakieś ręce, nogi, gdzie ja się mam biedny położyć?
Łóżko rozmiarów 2x2 metra i ja - 168cm i 50kg żywej wagi całe to łóżko zajmuję. Ot fenomen.
piątek, 28 stycznia 2011
środa, 26 stycznia 2011
Zakupoholizm
W lodówce bieda z nędzą, nawet światło jakieś takie niemrawe. W szafce z suchymi produktami sucharek i reszta rozsypanej soli. Trudno, darmo trzeba było wybrać się na zakupy.
Ale rób tu zakupy człowieku, kiedy od produktów spożywczych odrzuca cię na kilometr. Na dział owoców i warzyw nawet nie spojrzałam, makarony i kasze nie byłyby złe, na nieszczęście zaraz obok znajdowało się pieczywo, a tego zapachu nie byłam w stanie zdzierżyć. Przetwory – nie, dżemy – fuj, słodycze – olaboga, kawa – nie mogę, mrożonki – no ok, w pierwotnej postaci nie „śmierdzą”, ale sobie przypomniałam, że potem trzeba je spreparować na jakiejś patelni. Nabiał – broń pani boże! Na samą myśl o nabiale muszę do toalety. Chemia – matko, to nie na moje nerwy. Do kasy dotarłam z zawartością koszyka: butelka wody mineralnej, papier toaletowy i cytrynowy kisiel. To zaszalałam.
Ale rób tu zakupy człowieku, kiedy od produktów spożywczych odrzuca cię na kilometr. Na dział owoców i warzyw nawet nie spojrzałam, makarony i kasze nie byłyby złe, na nieszczęście zaraz obok znajdowało się pieczywo, a tego zapachu nie byłam w stanie zdzierżyć. Przetwory – nie, dżemy – fuj, słodycze – olaboga, kawa – nie mogę, mrożonki – no ok, w pierwotnej postaci nie „śmierdzą”, ale sobie przypomniałam, że potem trzeba je spreparować na jakiejś patelni. Nabiał – broń pani boże! Na samą myśl o nabiale muszę do toalety. Chemia – matko, to nie na moje nerwy. Do kasy dotarłam z zawartością koszyka: butelka wody mineralnej, papier toaletowy i cytrynowy kisiel. To zaszalałam.
niedziela, 23 stycznia 2011
Komu chłopca, komu dziewczynkę?
Drogie kobietki, dziś prośba. W przepastnych odmętach internetu znalazłam taką oto stronkę <klik> szamańskimi sposobami określająca domniemaną płeć dziecka. I stąd moja prośba, gdyby się któraś nudziła, tudzież nie miała nic ciekawszego do roboty, mogłybyście zerknąć na ten wykresik i podzielić się informacją co wam wyszło? Ja już obliczyłam całą rodzinę i wszystkich krewnych, ale bez spektakularnych efektów końcowych. Równie dobrze mogłabym rzucać monetą ;-)
czwartek, 20 stycznia 2011
Hela, czy ty mnie jeszcze kochasz?
Osobisty książę z bajki obrał sobie wczoraj za cel życia wyprowadzenie mnie z równowagi. Upierdliwy bym niczym komar w sierpniową noc, a mi żyłka w oku skakała z siłą trzęsienia ziemi. Rozumiem, że jest przemęczony, przepracowany i wszystko go wkurza, ale na litość boską instynktu samozachowawczego nie ma czy co?! Ma w domu ciężarną kobietę, C I Ę Ż A R N Ą = chodzącą bombę z opóźnionym zapłonem i nic sobie z tego nie robi. Jeszcze mnie wkurza. Wieczorem moja boska cierpliwość udała się na stronę i wydarłam się jak lew, szykując się na wielka awanturę, bo oboje mamy raczej ogniste temperamenty. Popatrzyła na mnie, pomrugał oczkami i zapytał:
- kochasz mnie?
- no chwilowo jakby trochę mniej
- a wyprasujesz mi koszulę na jutro?
- kochasz mnie?
- no chwilowo jakby trochę mniej
- a wyprasujesz mi koszulę na jutro?
środa, 19 stycznia 2011
Najnowsze metody diagnostyczne wczesnej ciąży ;-)
Moja przyjaciółka jest ładnych kilka lat ode mnie starsza. Już jak się poznałyśmy miała dzieci w wieku szkolnym, co dla mnie było totalną abstrakcją, teraz natomiast to już pacholęcia prawie na wylocie z gniazda. Córka ma 15 lat, syn 17, ale dla mnie chyba zawsze będę już mieli po te 10 i 12 lat. Zwłaszcza, jak się ich niekiedy posłucha. Przyjaciółka powiedziała im, że jestem w ciąży, co oczywiście wzbudziło głębszą ciekawość i sprowokowało mniej więcej taki dialog:
C – córka
H – przyjaciółka
S – syn
C: a skąd ona w ogóle wiedziała, że jest w ciąży?
H: nie dostała miesiączki w wyznaczonym dniu więc zrobiła test ciążowy
C: a jak się robi taki test?
H: pobiera się mocz do pojemnika, jak do badania, potem kroplomierzem wkrapia się kilka kropel w okienko testu i czeka na wynik
S: a ten mocz, to skąd wie, że jest w ciąży?
Prawie się posikałam jak mi to opowiadała.
C – córka
H – przyjaciółka
S – syn
C: a skąd ona w ogóle wiedziała, że jest w ciąży?
H: nie dostała miesiączki w wyznaczonym dniu więc zrobiła test ciążowy
C: a jak się robi taki test?
H: pobiera się mocz do pojemnika, jak do badania, potem kroplomierzem wkrapia się kilka kropel w okienko testu i czeka na wynik
S: a ten mocz, to skąd wie, że jest w ciąży?
Prawie się posikałam jak mi to opowiadała.
poniedziałek, 17 stycznia 2011
Wątpliwe walory estetyczne
Wracając wczoraj od rodziców wstąpiłam do sklepu. Przede mną w kolejce babka w widocznej już ciąży. I nie byłoby się czemu dziwić, gdyby nie stan techniczny owej niewiasty. Po pierwsze rzuciły mi się w oczy ogrodniczki, które od razu wywołują u mnie wysypkę. Nie wiem kto wymyślił to ustrojstwo ani tym bardziej wmówił ciężarnym, że powinny to nosić, ale stanowczo należało by go wychłostać. Przecież kobieta w ciąży w ogrodniczkach wygląda jak wór kartofli i to nie pierwszej świeżości. Ludzie złoci, mamy 2011 rok, półki z ciuchami uginają się pod własnym ciężarem, więc żeby nosić ogrodniczki trzeba być chyba naprawdę zdesperowanym. Na górę ubraną miała rozpiętą rzecz jasna, bo ciepło, pikowaną kufaję, bo nie wiem jak inaczej można by określić to odzienie. Generalnie kojarzyło mi się to mocno z waciakami noszonymi przez rolników do pola. I o ile u nich ten strój jest jak najbardziej na miejscu, o tyle widziany w sklepie, w środku pięćdziesięcio tysiącznego miasta, wydaje się lekko z innej bajki. Jednak najgorsza była szczytowa partia ciała - tłuste włosy, spięte w jakiś kołtun na czubku głowy i twarz bez choćby cienia makijażu, ba! chyba nawet kremu nie miała okazji oglądać. Horror w biały dzień, mówię wam! I o ile rozumiem, że nie wszystkie kobiety muszą wyglądać jakby właśnie wracały z sesji na okładkę Vogue, ale na litość boską takiego niechlujstwa, zaniedbania i lenistwa absolutnie NIC nie tłumaczy. A niestety czasem mam wrażenie, że niektórym kobietom w ciąży wydaje się, że wszystko im wolno, łącznie z wyglądaniem jak idź stąd i nie wracaj. A na to naprawdę powinien być paragraf!
sobota, 15 stycznia 2011
Druga fotka potomka ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

