.... czyli krótka opowiastka o tym, że życie matki nie zawsze usłane jest różami, a wysoki poziom asertywności można sobie schować do kieszeni.
- mamusiu, wyjmiesz mi talerzyk? - woła z kuchni Emilka - chcę sobie sama przygotować coś do jedzenia
Z lekką nutą niepokoju, czym okaże się owe COŚ do jedzenia spełniam prośbę, wszak każda matka wie, że nie należy podcinać dzieciom skrzydeł, nawet jeśli ma bardzo wyraźnie rysującą się wizję apokalipsy, Armagedonu i totalnego zniszczenia we własnej kuchni.
- a ty sobie usiądź w pokoju i odpocznij, dobrze? - kontynuuje nieświadoma matczynych rozterek córka
Taaa. Jasne.
Siedzę i nasłuchuję jakże relaksujących odgłosów otwieranej lodówki, trzaskających drzwi szafek, lejącej się wody z kranu...
Po chwili w pokoju zjawia się Emilka z talerzem rozmaitości, radośnie oświadczając:
- zrobiłam też dla ciebie, razem sobie zjemy.
... o bogowie.
Menu składało się z plasterków salami peperoni, UMYTYCH na sitku czekoladowych kulek Nesquik i kubka wody z kranu. Do pełni szczęścia zabrakło tylko Nutelli.
środa, 5 lipca 2017
czwartek, 4 maja 2017
Alzheimer jak nic.
Jezuuu, co się dziś namęczyłam żeby sobie przypomnieć login i hasło do blogaska.Normalnie krew, pot i łzy. Jak można być taką starą sklerotyczką?
sobota, 14 stycznia 2017
Poważne rozmowy
Czterolatki z pięciolatką.
Milenka: a wiesz, że skóra może być też brązowa?
Emilka: wiem... i wtedy jest się Murzynkiem
Milenka: a jak jest kremowa, to jest się ludziem
Emilka: no właśnie
Milenka: a wiesz, że skóra może być też brązowa?
Emilka: wiem... i wtedy jest się Murzynkiem
Milenka: a jak jest kremowa, to jest się ludziem
Emilka: no właśnie
poniedziałek, 26 grudnia 2016
Pierwszy i na pewno nie ostatni - po raz drugi
Prawie 4 i pół roku temu dumna i blada napisałam, że Emilka ma pierwszego zęba, a dziś...
Ja (cała spanikowana): Aaaaaa! Emilce rusza się ZĄB, co ja mam robić? co ja mam robić?!
A(wyraźnie ucieszona): poczekać aż wypadnie?
Ja: eee?
Tak, jestem blondynką, gdyby ktoś miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości.
... dziś ma pierwsze braki w uzębieniu ;-)
Przy okazji tego doniosłego wydarzenia popisałam się wybitną inteligencją... w pierwszym odruchu kompletnie nie skojarzyłam, że córcia rozpoczęła proces wymiany mleczaków na zęby stałe i z głową pełną wizji paradontozy i innych chorób przyzębia, dzwonię do kuzynki - stomatolożki
Ja (cała spanikowana): Aaaaaa! Emilce rusza się ZĄB, co ja mam robić? co ja mam robić?!
A(wyraźnie ucieszona): poczekać aż wypadnie?
Ja: eee?
Tak, jestem blondynką, gdyby ktoś miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości.
środa, 30 listopada 2016
O kurce złotopiórce
Wracając do domu wstąpiłyśmy do sklepu.
- co mamy do kupienia? - zapytała Emilka
- kurę - odparłam zgodnie z prawdą, rozmyślając smętnie o tym, że już tak późno, a tu jeszcze czeka mnie marynowanie mięsa.
W domu rozpakowując siaty z zakupami
- miałyśmy kupić KURĘ a kupiłyśmy jakieś mięso - oświadczyła wyraźnie zafrasowana córka
- to jest mięso z kury - odparłam bez większego zastanowienia
Nastała grobowa cisza
(O cholera, o cholera...)
- z takiej ŻYWEJ??
Szach mat, Pani Matko.
- co mamy do kupienia? - zapytała Emilka
- kurę - odparłam zgodnie z prawdą, rozmyślając smętnie o tym, że już tak późno, a tu jeszcze czeka mnie marynowanie mięsa.
W domu rozpakowując siaty z zakupami
- miałyśmy kupić KURĘ a kupiłyśmy jakieś mięso - oświadczyła wyraźnie zafrasowana córka
- to jest mięso z kury - odparłam bez większego zastanowienia
Nastała grobowa cisza
(O cholera, o cholera...)
- z takiej ŻYWEJ??
Szach mat, Pani Matko.
piątek, 25 listopada 2016
niedziela, 13 listopada 2016
Notka zawiera lokowanie produktu ;-)
Tydzień siedzenia w domu zapowiadał się niezwykle kusząco, pomimo tego że urlop w listopadzie wygląda bardziej na karę niż nagrodę, ale postanowiłam nie wybrzydzać i brać co dają. Miałyśmy się porządnie wyspać, wylegiwać w pierzynach do 8:00, na nawet do 9:00, o rozpusto, nigdzie sie nie spieszyć, na wszystko mieć czas, robić to na co będziemy miały ochotę, tak długo jak będziemy chciały... Ach i och tak miało być fajnie.
Piątkową noc Emilka postanowiła urozmaicić mi pracami porządkowymi, wymiotując na łóżko, ścianę, podłogę i starą matkę. Reszta nocy upłynęła mi na czuwaniu i podtykaniu dziecięciu miski pod buzię.
W sobotę Głowa Rodziny postanowiła dołączyć do chorowania, zapewne po to żeby dziecięcie nie czuło sie samotne w swych cierpieniach. Dzień upłynął mi na snuciu się miedzy rekonwalescentami niczym błędna owca, parząc ziółka, herbatki, mierząc temperaturę i tuląc do piersi.
Dzisiejszy bardzo wczesny poranek przywitałam w czułych objęciach muszli sedesowej. A jako że stała w uczuciach jestem, to moje przywiązanie do niej trwało cały dzień. Wieczorem, w akcie desperacji, kiedy już sobie wywróciłam żołądek na druga stronę wepchnęłam w siebie trochę rosołu... I Alleluja! Niemal natychmiast poczułam się jak młody Bóg. Przypominając sobie przy okazji, że ta wyszukana potrawa ratowała mi skórę w pierwszych miesiącach ciąży, kiedy to próba zjedzenia czegokolwiek innego za każdym razem kończyła się buntem, ba rewoltą wręcz mojego żołądka.
Ze zgroza muszę sie przyznać, źe pisząc rosół nie mam na myśli aromatycznego bulionu na gęsim udzie, z duża ilością włoszczyzny... tylko kostkę rosołowa firmy Knorr. Nie wiem jak to działa, ale działa. Bez pudła. Zapewne żołądek nafaszerowany taka chemią boi sie nawet drgnąć ;-)
Piątkową noc Emilka postanowiła urozmaicić mi pracami porządkowymi, wymiotując na łóżko, ścianę, podłogę i starą matkę. Reszta nocy upłynęła mi na czuwaniu i podtykaniu dziecięciu miski pod buzię.
W sobotę Głowa Rodziny postanowiła dołączyć do chorowania, zapewne po to żeby dziecięcie nie czuło sie samotne w swych cierpieniach. Dzień upłynął mi na snuciu się miedzy rekonwalescentami niczym błędna owca, parząc ziółka, herbatki, mierząc temperaturę i tuląc do piersi.
Dzisiejszy bardzo wczesny poranek przywitałam w czułych objęciach muszli sedesowej. A jako że stała w uczuciach jestem, to moje przywiązanie do niej trwało cały dzień. Wieczorem, w akcie desperacji, kiedy już sobie wywróciłam żołądek na druga stronę wepchnęłam w siebie trochę rosołu... I Alleluja! Niemal natychmiast poczułam się jak młody Bóg. Przypominając sobie przy okazji, że ta wyszukana potrawa ratowała mi skórę w pierwszych miesiącach ciąży, kiedy to próba zjedzenia czegokolwiek innego za każdym razem kończyła się buntem, ba rewoltą wręcz mojego żołądka.
Ze zgroza muszę sie przyznać, źe pisząc rosół nie mam na myśli aromatycznego bulionu na gęsim udzie, z duża ilością włoszczyzny... tylko kostkę rosołowa firmy Knorr. Nie wiem jak to działa, ale działa. Bez pudła. Zapewne żołądek nafaszerowany taka chemią boi sie nawet drgnąć ;-)
środa, 28 września 2016
Mea culpa
Emilka od jakiegoś czasu strasznie grymasi przy jedzeniu. Potrawy które kiedyś wcinała ze smakiem nagle stały się fuj, bleh i idź mi z tym. Wiem że to przejściowy etap, wiec nie rwę (póki co) włosów z głowy, ale dbanie o to by dostarczyć Jej odpowiednia ilośc kalorii i składników jest niezwykle męczące... Chodzę i powtarzam jak mantrę: zjedz kawałek tego, zjedz plasterek tamtego, a może zjesz trochę tego albo masz ochotę na tamto... Raz z większym, raz z mniejszym powodzeniem...
Wieczorem myjemy zęby, Emilka filozoficznym tonem oświadcza:
E: mam cały brzuszek jedzenia...
Ja: to po co się tyle najadłaś?
E: ty mnie tyle najadłaś
Wieczorem myjemy zęby, Emilka filozoficznym tonem oświadcza:
E: mam cały brzuszek jedzenia...
Ja: to po co się tyle najadłaś?
E: ty mnie tyle najadłaś
czwartek, 4 sierpnia 2016
Pięć lat minęło...
... jak jeden dzieeeeeeń ;-) Z tejże zaszczytnej okazji kupiliśmy Emilce pierwszy profesjonalny rower ( żadne tam trójkołowe badziewie, na którym obciach się na osiedlu pokazać) Delikwentka wysoce ukontentowana z nabytku.
Pani matka będzie od teraz szalenie wysportowaną niewiastą. Już ze 3 razy pobiłam swój rekord na 100m, a to dopiero pierwszy dzień...
Pani matka będzie od teraz szalenie wysportowaną niewiastą. Już ze 3 razy pobiłam swój rekord na 100m, a to dopiero pierwszy dzień...
poniedziałek, 18 lipca 2016
Klops
Emilka bawi się w szefa kuchni
E: może zrobimy klopsiki... albo nie, pomyślę o klopsikach, jak będę dorosła
Ups, ups, ups... Nigdy w życiu nie myślałam o klopsikach. To by tłumaczyło, dlaczego za każdym razem, kiedy ktoś znajomy wspomina ile mam lat jestem tym faktem głęboko zdumiona ;-)
E: może zrobimy klopsiki... albo nie, pomyślę o klopsikach, jak będę dorosła
Ups, ups, ups... Nigdy w życiu nie myślałam o klopsikach. To by tłumaczyło, dlaczego za każdym razem, kiedy ktoś znajomy wspomina ile mam lat jestem tym faktem głęboko zdumiona ;-)
niedziela, 3 lipca 2016
Potwory i spółka
Emilka od jakiegoś czasu cierpi na lekka paranoję na punkcie wszelkiego boskiego stworzenia, które ma pecha nie należeć do gatunku homo sapiens. Przy czym należy Jej oddać sprawiedliwość, że nie dyskryminuje żadnego żyjątka i wrzeszczy tak samo głośno na widok muszki owocówki, jak i tygrysa bengalskiego.
Ostatnio postanowiłam ogarnąć trochę artystyczny nieład w Naszym samochodzie, gdyż jego wnętrze zaczynało łudząco przypominać śmieciarkę. Po czym poprosiłam Emilkę żeby pobiegła wyrzucić te wszystkie śmieci... trzy sekund później z okolic osiedlowego śmietnika dobiegło mnie rozdzierające: aaaaaaaaaaaaaa!
E: mamusiu, mamusiu pójdziesz ze mną, bo tam jest coś strasznego!
Ja: co, mucha?
GORZEJ
...z kubła wystawał wielki, pluszowy miś.
wtorek, 28 czerwca 2016
Przygód kilka Wróbla Ćwirka
Dzizas...20 minut usilnie próbowałam dziś przypomnieć sobie login i hasło do bloga. Drugie tyle rozkminiałam, jak dodać nowy post. Bez komentarza.
Z cyklu scenki z życia.
Wchodzę do pokoju, Emilka siedzi na kanapie w filozoficznej pozie, ze wzrokiem utkwionym hen w horyzont. Zagaduję wesoło:
Ja: co to za smutna minka, córciu?
Emilka wzdycha głęboko i mówi:
E: złamałam sobie serce
??
Mam głupie pytanie...czy to trochę nie za wcześnie? Aaaaaa!
Mam głupie pytanie...czy to trochę nie za wcześnie? Aaaaaa!
W przedszkolu, z okazji Dnia Rodziny wystawiali "Kopciuszka". Z racji tego, że dzieciaczki włożyły naprawdę masę sił i energii w próby i samo przedstawienie jeszcze długi czas po premierze odgrywanie scenek było ich ulubioną zabawą. Przychodzę raz po Emilkę i czekam aż skończą zabawę
Natalka: Kopciuszku, Kopciuszku przynieś mi sukienkę
Maja: Kopciuszku podaj mi pantofelki
Emilka: o nie, tylko ja mam biegać i pracować, a wy co? do roboty Leniuchy!
Maja: Kopciuszku podaj mi pantofelki
Emilka: o nie, tylko ja mam biegać i pracować, a wy co? do roboty Leniuchy!
Prababki emancypantki byłyby z niej dumne
Marynuję mięso. Jako że nie jest to zajęcie, którym parałyby się królewny, to oczywiście po łokcie jestem ubabrana marynatą. Wchodzi Emilka i wykrzykuje:
E: o boże! co Ty robisz, mamo?
Lekko zdębiała odpowiadam, że marynuję mięso na obiad, na co dziecko z oburzeniem:
E: ale zobacz jak wyglądają Twoje paznokcie!
czwartek, 5 listopada 2015
Wierszyk o jeżu
Emilka dostała w przedszkolu do nauczenia się wierszyk. Wprawdzie dopiero na jasełka, ale z racji tego, że mała recytatorka ma ogromny zapał nauczyła się go już teraz...aczkolwiek początki były ciekawe.
Wierszyk brzmi tak:
"Kochany Jezuniu, jesteś taki śliczny
przyniosłam ci dzisiaj moje rękawiczki"
A w wykonaniu Emilki tak:
E: Kochany...eee... jak to było?...aaa już wiem... Kochany jeżu jesteś taki śliczny, przyniosłam ci dzisiaj moje rękawiczki:
Ja wszystko rozumiem, ale po co jeżowi rękawiczki?
środa, 21 października 2015
Wspomnień czar...
Emilka ogląda album ze zdjęciami.
E: tu ty i tata nad morzem...a gdzie ja byłam?
Ja: nie było Cię jeszcze...
E(z konsternacją): zostawiliście mnie w domu?
Albo innym razem trafiając na niemowlęce zdjęcie swojego kuzyna:
E: a tu byłam taka malutka?
Ja: to jest Kacperek
E: aha... a ja jak byłam mała, to byłam chłopczykiem, czy dziewczynką?
piątek, 9 października 2015
Kocham Cię...
Codziennie mówię Emilce, że ją kocham. A ona niezmiennie odpowiada: "ja ciebie też". Czasem przekomarzamy się,
kto kogo bardziej, co zazwyczaj kończy demonstracją siły jej miłości, do
tego stopnia, że wychodzą mi oczy z orbit, ale i tak bardzo to lubię. To taki nasz rytuał. Wiem, że ona o tym doskonale wie i to nie słowa są wyznacznikiem uczuć, a codzienne życie, ale wiem też, że czasem po prostu chce się je usłyszeć. I wiem też, że te dwa słowa naprawdę potrafią mieć magiczną moc... Czasem, kiedy Emilka wpada w złość, a wszelkie racjonalne próby uspokojenia jej zawodzą podchodzę i szepczę jej do ucha "kocham cię, córeczko"... i to zawsze działa. Obejmuje mnie za szyję, łka jeszcze krótszą, bądź dłuższą chwilę, ale cała złość wyparowuje. Coraz częściej też jest świadoma skali swoich emocji i kiedy wie, że będzie jej trudno uspokoić się po jakimś wybuchu, sama przybiega i mówi że chce się przytulić. I to też zawsze pomaga.
Ale wczoraj niesamowicie mnie zaskoczyła.
Leżałam z nią w łóżku i przytulałyśmy się przed snem. Powiedziałam jej nasze kultowe "kocham cię...i cisza. Nie odpowiedziała. Po chwili spojrzała na mnie i powiedziała:
- przytulam Cię tak mocno i to też znaczy, że cię kocham.
sobota, 3 października 2015
Siły nieczyste...
Pierwsze chorowanie za nami. Można było się tego domyślić. Emilka przywlokła z przedszkola jakieś paskudztwa, które ją rozłożyły w gorączce, a mi rozwaliły zatoki. No ale trudno się dziwić, skoro po przekroczeniu progu przedszkola ma się wrażenie, że trafiło się na oddział ostrego stadium gruźlicy. Ech, a tak pięknie się nam nie chorowało przez 4 lata. Emilka pozbierała się w miarę szybko, a ja już drugi tydzień stękam, kwękam i wyglądam, jak jakieś nieboskie stworzenie. O tym, że zużyłam już chyba tira chusteczek higienicznych nie wspominając. A to dopiero początek sezonu. Uroczo.
W ramach wyrównania szans wykupiłam w aptece cały asortyment preparatów na odporność, a dodatkowo komponuję tajemne mikstury babci Wandzi, które wyraźnie sugerują, że nasze przodkinie musiały brać udział z zlotach na Łysej Górze ;-)
środa, 2 września 2015
Kolejna ważna zmiana
Mamy w domu przedszkolaczka. Ku mej ogromnej uldze Emilka jest bardzo zadowolona z nowej formy spędzania czasu. Mogę już przestać popijać melisę w hurtowych ilościach. Od lipca miałam stresa i wizje, że wyjemy w tym przedszkolu obie niczym syreny okrętowe, po czym niezwykle wychowawczo zabieram ją do domu i przez najbliższe pół roku nie wspominamy nawet słowem o tym okropnym miejscu tortur. A tu się okazało, że przedszkole naprawdę jest fajne. I nie zniechęcił jej nawet fakt, że dziś rano po otwarciu drzwi przedszkola dobiegł nas ogłuszający ryk chyba setki małych gardeł święcie przekonanych, że dzieje im się straszna krzywda. Emilka rozejrzała się tylko z konsternacją po otoczeniu i zadała filozoficzne pytanie: a o co oni wszyscy tak płaczą? Dzięki wam, o bogowie lekko histerycznych matek, że takie sceny zostały mi oszczędzone.
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
Z cyklu: życiowe mądrości córki
E: a wiesz co jeszcze widziałam w tym sklepie... eee no ze zwierzątkami?
Ja: zoologicznym?
E: tak!
Ja: co takiego?
E: nogi od gołąbków
Ja: ???
E: jak jakiś nie ma to można mu kupić i przymocować
Ogarniacie temat? Bo ja nie bardzo...
Ja: zoologicznym?
E: tak!
Ja: co takiego?
E: nogi od gołąbków
Ja: ???
E: jak jakiś nie ma to można mu kupić i przymocować
Ogarniacie temat? Bo ja nie bardzo...
piątek, 19 czerwca 2015
Nocowanko
Emilka po raz pierwszy została sama na noc u dziadków. Chciała...niby fajnie ale...
Przyjechaliśmy do domu i co zrobiłam? Zamknęłam się w łazience i przez pół godziny ryczałam niczym bóbr. Tak, nie jestem do końca normalna.
Przyjechaliśmy do domu i co zrobiłam? Zamknęłam się w łazience i przez pół godziny ryczałam niczym bóbr. Tak, nie jestem do końca normalna.
czwartek, 4 czerwca 2015
Księżniczka
Córka oświadczyła mi dziś z rana poważnym tonem:
- nie chcę już być Emilką...tylko księżniczką Amaletą!
Eee?
Co to za jedna?
- nie chcę już być Emilką...tylko księżniczką Amaletą!
Eee?
Co to za jedna?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
