Drogie dziewczyny, bardzo dziękuję za zabranie głosu pod poprzednią notką, bo uważam że wymienianie się doświadczeniami jest ważną i dobrą rzeczą, aczkolwiek przykro mi że ta dyskusja zrodziła tyle negatywnych emocji. Każda z nas ma własne przemyślenia i każda z nas podejmując decyzje kieruje się nie tylko zdobytą wiedzą, ale także matczyną intuicją. Moja kazała mi wybrać szczepionkę skojarzoną. Nie wiem, czy słusznie, czy wręcz przeciwnie i chyba nigdy tego wiedzieć nie będę, bo nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, która szczepionka jest lepsza, a zatem bezpieczniejsza dla dziecka. Zarówno przeciwników jak i zwolenników jednej i drugiej jest mnóstwo i każdy ma argumenty na poparcie swojej racji. Możemy jedynie starać się wybierać dla naszych dzieci jak najlepiej i mieć nadzieję że jest to słuszny wybór, ale pamiętajmy też że żadna z nas nie jest nieomylna i choćbyśmy nie wiem jak bardzo wierzyły że mamy rację niekoniecznie musi tak być naprawdę. Nie musimy zgadzać się z opiniami innych osób, ale powinnyśmy szanować ich prawo do odmiennego zdania.
Ten temat można by kontynuować jeszcze długo, ale pozwolicie że jednak go zakończę krótko i treściwie. Emilia szczepienie zniosła fantastycznie. Nie wystąpiły żadne niepożądane objawy, odczyny zapalne, gorączka, obrzęk ani nawet pogorszenie samopoczucia. Noc również pięknie przespała, co utwierdza mnie w przekonaniu o słuszności dokonanego wyboru. Nie znaczy to że zacznę teraz namawiać wszystkich do szczepionek skojarzonych, bo z pewnością nie jest to moja rola, ale znaczy to że moje dziecko hexę toleruje bardzo dobrze i kolejne dawki dostanie również w tej postaci.
czwartek, 15 września 2011
środa, 14 września 2011
O służbie zdrowia słów kilka
Przynajmniej raz w życiu każdy szanujący się autor bloga MUSI napisać notkę na temat polskiej służby zdrowia i właśnie dojrzałam do tej decyzji. Także osoby poniżej 18 roku życia proszone są o nie czytanie dalszej treści ze względu na dużą ilość wulgaryzmów oraz brutalne sceny, mogące niekorzystnie odbić się na młodych, niezahartowanych jeszcze umysłach.
A tak poważnie, to nie lubię narzekać, ale o naszej służbie zdrowia chyba nawet człowiek z poważnymi zaburzeniami psychicznymi nie potrafiłby wyrażać się ciepłymi słowami, więc czuję się usprawiedliwiona. Byliśmy dziś na obowiązkowym szczepieniu, które to państwo polskie nałożyło na nieroztropnych rodziców w celu ochrony nowego pokolenia przed wirusowym zapaleniem wątroby typu B, błonicą, ksztuścem, tężcem i polio. Szczepienie obowiązkowe, bo nieroztropni rodzice zapewne z własnej, nieprzymuszonej woli by się na nie nie zdecydowali, dlatego też organ państwowy z ich zdaniem liczyć się nie zamierza. I z ustawy traktuje jak ograniczonych umysłowo imbecyli. Także chcąc nie chcąc drogi rodzicu dziecko zaszczepić musisz. I na dodatek wdzięczność powinieneś okazać, bo szczepienia jest refundowane, czyli DARMOWE! (och, ach, hura, co za szczęście) I właśnie w tym momencie szlag mnie trafia i kilka brzydkich wyrazów ciśnie na usta, bo jakie kurna darmowe? Nawet jako ograniczony umysłowo imbecyl nie uwierzę, że Minister zdrowia z własnego portfela te szczepionki funduje, od ust sobie odejmując i w nędzę wpędzając. Za to dziwnie pewna jestem, że środki na te refundowane szczepionki, leki, badania itp itd pochodzą od przeciętnego Kowalskiego, któremu ZUS co miesiąc zabiera kilka stówek na okoliczność składki zdrowotnej. I w porządku niech zabiera, ale niech mi przy okazji nikt nie pieprzy, że polska służba zdrowia jest darmowa. Bo też jestem przeciętną Kowalską i też mi ZUS co miesiąc kasę zabiera i jeżeli idę do lekarza i nie płacę, to nie dlatego że mi ktoś wspaniałomyślnie prezent robi, ale dlatego że już wcześniej za to leczenie ZAPŁACIŁAM. I tu przechodzimy do meritum sprawy, a mianowicie jakości owych "darmowych" świadczeń. Refundowana szczepionka przeciwko wymienionym wyżej chorobom obejmuje 3 oddzielne preparaty. A to znaczy, że aby z niej skorzystać musiałabym się zgodzić na TRZYKROTNE kłucie mojego dziecka. Podczas gdy na rynku od wielu lat dostępna jest np. Infanrix hexa, będąca skojarzonym preparatem, dzięki któremu zamiast trzykrotnego kłucia, wystarczy tylko jedno. Dlaczego nie jest refundowana? Nie mam bladego, zielonego ani żadnego innego pojęcia. Wiem natomiast, że aby oszczędzić własnemu dziecku bólu, stresu i płaczu musiałam wyjąć z portfela 200zł i za hexę zapłacić. A ponieważ do pełnej odporności potrzebne jest podanie 4 dawek szczepionki oznacza to, że obowiązkowe szczepienie przeciwko wirusowemu zapaleniem wątroby typu B, błonicy, ksztuścowi, tężcowi i polio kosztować mnie będzie jedyne 800zł.
A tak poważnie, to nie lubię narzekać, ale o naszej służbie zdrowia chyba nawet człowiek z poważnymi zaburzeniami psychicznymi nie potrafiłby wyrażać się ciepłymi słowami, więc czuję się usprawiedliwiona. Byliśmy dziś na obowiązkowym szczepieniu, które to państwo polskie nałożyło na nieroztropnych rodziców w celu ochrony nowego pokolenia przed wirusowym zapaleniem wątroby typu B, błonicą, ksztuścem, tężcem i polio. Szczepienie obowiązkowe, bo nieroztropni rodzice zapewne z własnej, nieprzymuszonej woli by się na nie nie zdecydowali, dlatego też organ państwowy z ich zdaniem liczyć się nie zamierza. I z ustawy traktuje jak ograniczonych umysłowo imbecyli. Także chcąc nie chcąc drogi rodzicu dziecko zaszczepić musisz. I na dodatek wdzięczność powinieneś okazać, bo szczepienia jest refundowane, czyli DARMOWE! (och, ach, hura, co za szczęście) I właśnie w tym momencie szlag mnie trafia i kilka brzydkich wyrazów ciśnie na usta, bo jakie kurna darmowe? Nawet jako ograniczony umysłowo imbecyl nie uwierzę, że Minister zdrowia z własnego portfela te szczepionki funduje, od ust sobie odejmując i w nędzę wpędzając. Za to dziwnie pewna jestem, że środki na te refundowane szczepionki, leki, badania itp itd pochodzą od przeciętnego Kowalskiego, któremu ZUS co miesiąc zabiera kilka stówek na okoliczność składki zdrowotnej. I w porządku niech zabiera, ale niech mi przy okazji nikt nie pieprzy, że polska służba zdrowia jest darmowa. Bo też jestem przeciętną Kowalską i też mi ZUS co miesiąc kasę zabiera i jeżeli idę do lekarza i nie płacę, to nie dlatego że mi ktoś wspaniałomyślnie prezent robi, ale dlatego że już wcześniej za to leczenie ZAPŁACIŁAM. I tu przechodzimy do meritum sprawy, a mianowicie jakości owych "darmowych" świadczeń. Refundowana szczepionka przeciwko wymienionym wyżej chorobom obejmuje 3 oddzielne preparaty. A to znaczy, że aby z niej skorzystać musiałabym się zgodzić na TRZYKROTNE kłucie mojego dziecka. Podczas gdy na rynku od wielu lat dostępna jest np. Infanrix hexa, będąca skojarzonym preparatem, dzięki któremu zamiast trzykrotnego kłucia, wystarczy tylko jedno. Dlaczego nie jest refundowana? Nie mam bladego, zielonego ani żadnego innego pojęcia. Wiem natomiast, że aby oszczędzić własnemu dziecku bólu, stresu i płaczu musiałam wyjąć z portfela 200zł i za hexę zapłacić. A ponieważ do pełnej odporności potrzebne jest podanie 4 dawek szczepionki oznacza to, że obowiązkowe szczepienie przeciwko wirusowemu zapaleniem wątroby typu B, błonicy, ksztuścowi, tężcowi i polio kosztować mnie będzie jedyne 800zł.
poniedziałek, 12 września 2011
Bezsenność w Seattle
Emilia przechodzi pierwszy skok rozwojowy. Zgodnie z tym, co mi tu piszą mądre głowy jest to okres wrażeń, w którym "Maluszek stajesię jakby bardziej uważny, zaczyna interesować się światemzewnętrznym, sprawia wrażenie "obudzonego ze snu". Niemowlę możeczuć przerażenie, niekiedy boi się tych wszystkich bodźców, tego,co widzi, czuje, słyszy, i dlatego nie rozumiejąc tego, reagujepłaczem i krzykiem"
Na razie zauważyłam, że córeńka więcej je. Praktycznie w ciągu dnia potrafi domagać się mleka co godzinę, także nie jest lekko. Wciąż jeszcze często zasypia przy piersi, ale jak tylko odkładam ją do łóżeczka budzi się. A nawet jeśli pozornie śpi to wierci się, energicznie macha rączkami, kopie nóżkami, obraca główką i popłakuje. Dla odmiany w nocy przesypia jednym ciągiem 5-6 godzin, co wbrew pozorom wcale nie jest takie fajne, bo bez przerwy budzę się i sprawdzam, czy wszystko z nią w porządku. Ciężko ma ze mną to moje dzieciątko. Nie śpi - źle, śpi - też źle. Naprawdę trudno mi dogodzić ;-)
Na razie zauważyłam, że córeńka więcej je. Praktycznie w ciągu dnia potrafi domagać się mleka co godzinę, także nie jest lekko. Wciąż jeszcze często zasypia przy piersi, ale jak tylko odkładam ją do łóżeczka budzi się. A nawet jeśli pozornie śpi to wierci się, energicznie macha rączkami, kopie nóżkami, obraca główką i popłakuje. Dla odmiany w nocy przesypia jednym ciągiem 5-6 godzin, co wbrew pozorom wcale nie jest takie fajne, bo bez przerwy budzę się i sprawdzam, czy wszystko z nią w porządku. Ciężko ma ze mną to moje dzieciątko. Nie śpi - źle, śpi - też źle. Naprawdę trudno mi dogodzić ;-)
Na depresyjną nutę
Opuściłam się w pisaniu, ale jakoś tak mi mało literacko ostatnio. Za to wkurzona jestem w stopniu sugerującym nabawienie się wścieklizny i jak nic powinnam nosić na piersi tabliczkę z wykaligrafowanym ostrzeżeniem: uwaga gryzę, kopię i pluję jadem bez ostrzeżenia.
U Emilki pod oczkiem zaczął rozwijać się naczyniak. Łudziłam się, że się zadrapała albo to znamię, ale nie. Pan doktor zdiagnozował naczyniak wczesnodziecięcy i chociaż to zupełnie niegroźna zmiana, to wyć mi się chce z bezsilności. Oczywiście od razu przeszukałam cały internet w tym temacie i po zobaczeniu jak bardzo taki naczyniak może urosnąć zanim zacznie zanikać przebeczałam pół dnia.
Chyba każda matka bez mrugnięcia okiem gotowa jest wziąć na siebie każdą chorobę swojego dziecka, każde zmartwienie, każde nieszczęście i znosić je z uśmiechem na ustach, a tymczasem jedyne co mogę zrobić to czekać.
U Emilki pod oczkiem zaczął rozwijać się naczyniak. Łudziłam się, że się zadrapała albo to znamię, ale nie. Pan doktor zdiagnozował naczyniak wczesnodziecięcy i chociaż to zupełnie niegroźna zmiana, to wyć mi się chce z bezsilności. Oczywiście od razu przeszukałam cały internet w tym temacie i po zobaczeniu jak bardzo taki naczyniak może urosnąć zanim zacznie zanikać przebeczałam pół dnia.
Chyba każda matka bez mrugnięcia okiem gotowa jest wziąć na siebie każdą chorobę swojego dziecka, każde zmartwienie, każde nieszczęście i znosić je z uśmiechem na ustach, a tymczasem jedyne co mogę zrobić to czekać.
piątek, 2 września 2011
Pierwszy miesiąc
To już miesiąc odkąd jesteś z nami. Niewiarygodne, że już miesiąc czasu upłynął odkąd leżałam na porodówce, odliczałam czas między kolejnymi skurczami i czekałam na Ciebie.
Miesiąc temu nie wiedziałam jak będzie wyglądało nasze życie, kiedy już pojawisz się na świecie. Pełna byłam obaw tej nowej roli i tego jak sobie poradzę. Uparcie tłumiłam tkwiący gdzieś tam głęboko lęk, czy będę dla Ciebie wystarczająco dobrą mamą. Wciąż tego nie wiem, ale staram się i jedno mogę Ci obiecać, córeczko, zrobię wszystko żebyś była szczęśliwa.
Bo dziś... dziś kocham Cię o całe wczoraj mocniej. I aż wierzyć mi się nie chce, że kiedyś mogło Cię nie być.
Miesiąc temu nie wiedziałam jak będzie wyglądało nasze życie, kiedy już pojawisz się na świecie. Pełna byłam obaw tej nowej roli i tego jak sobie poradzę. Uparcie tłumiłam tkwiący gdzieś tam głęboko lęk, czy będę dla Ciebie wystarczająco dobrą mamą. Wciąż tego nie wiem, ale staram się i jedno mogę Ci obiecać, córeczko, zrobię wszystko żebyś była szczęśliwa.
Bo dziś... dziś kocham Cię o całe wczoraj mocniej. I aż wierzyć mi się nie chce, że kiedyś mogło Cię nie być.
niedziela, 28 sierpnia 2011
Meteorologicznie
O bogowie! Obudził mnie dziś CHŁÓD poranka i w życiu bym nie podejrzewała, że tak mnie to ucieszy. W końcu czuję się jak istota człekokształtna, a nie jak smażony na wolnym ogniu naleśnik. I dziecko mogę nakarmić bez obaw, że hektolitry wylanego potu spowodują powódź w mieszkaniu. Doprawdy nie wiem, co mi do łba strzeliło żeby myśleć, że urodzenie dziecka latem jest fajne. Owszem słoneczko, zielona trawka, ptaszki ćwierkające z oddali... ale jakimś cudem, w swym geniuszu, nie wpadłam na to, że latem mogą też być upały! I niekoniecznie podczas ich trwania będę mogła moczyć dupsko w jeziorku, popijając zimne piwko, jak to robiłam do tej pory. Niestety pozostałe pory roku również nie budzą dzikiego entuzjazmu: złota polska jesień z deszczem już od połowy września raczej nie skłania do spacerów. Zimą lubią występować mrozy oraz oblodzone chodniki, co również znacząco obniża chęć przemieszczania się gdziekolwiek. A brodzenie w pośniegowej brei wiosenną porą, na dodatek pchając przed sobą wózek też chyba mało kogo uszczęśliwia. A później się dziwią, że niż demograficzny. Ale jak tu się rozmnażać, kiedy klimat taki niekorzystny ;-)
PS
Tak, bredzę ;-) Ale to z dzikiego szczęścia, że wreszcie możemy wyjść z domu, bo od siedzenia w tych czterech ścianach (nagrzanych niczym piekarnik na dodatek) już mi na mózg padało.
PS
Tak, bredzę ;-) Ale to z dzikiego szczęścia, że wreszcie możemy wyjść z domu, bo od siedzenia w tych czterech ścianach (nagrzanych niczym piekarnik na dodatek) już mi na mózg padało.
środa, 24 sierpnia 2011
Żar tropików
Pozbyłam się wczoraj złudzeń, że córeńka odziedziczyła po mnie miłość do ciepła, a nieśmiało rysujące się w wyobraźni wizje wspólnego wylegiwania się na słonku rozwiały się niczym letni zefirek. Córeńka wybitnie poszła w ślady ojca, który do życia budzi się w okolicach listopada, podczas gdy całe lato snuje się po okolicy pod postacią śniętej ryby (jęczącej i marudzącej na dodatek!) Idąc w jego ślady dziecko dało mi wczoraj tak popalić, że pod wieczór sama wyglądałam jak ciepłe jeszcze zwłoki i bezczelnie o 21:00 padłam na twarz, nie dając znaków życia. Wprawdzie za długo tymi zwłokami sobie nie pobyłam, bo nastała pora karmienia i chcąc nie chcąc trzeba było wrócić do świata żywych, ale jednak te pół godziny głębokiego snu zdziałało cuda. A dziś powtórka z rozrywki. Idę wznosić modły do jakichś pogańskich bóstw o deszcz alb chociaż ciut niższe temperatury.
Zmieniając nieco temat doszłam do wniosku, że nie będę tutaj umieszczała zdjęć Emilii. Skoro chronię własną prywatność, jej tym bardziej powinnam. A trudno to osiągnąć na blogu, do którego dostęp ma każda przypadkowa osoba. Oczywiście mogłabym się przenieść, ale zapisałam tutaj bardzo ważny kawałek swojego życia, a ponieważ sentymentalna gęś ze mnie, to miejsce wiele dla mnie znaczy. Ale żeby nie było, że mam paranoję i za każdym zakrętem i krzakiem widzę pedofilii i innych zboczeńców założyłam Emilce prywatną galerię, do wglądu osób zaprzyjaźnionych. Niestety w celu obejrzenia zdjęć potrzebne jest konto Google bądź też posiadanie poczty na gmailu. Gdyby któraś z koleżanek reflektowała proszę o zabranie głosu i zostawienie maila.
Zmieniając nieco temat doszłam do wniosku, że nie będę tutaj umieszczała zdjęć Emilii. Skoro chronię własną prywatność, jej tym bardziej powinnam. A trudno to osiągnąć na blogu, do którego dostęp ma każda przypadkowa osoba. Oczywiście mogłabym się przenieść, ale zapisałam tutaj bardzo ważny kawałek swojego życia, a ponieważ sentymentalna gęś ze mnie, to miejsce wiele dla mnie znaczy. Ale żeby nie było, że mam paranoję i za każdym zakrętem i krzakiem widzę pedofilii i innych zboczeńców założyłam Emilce prywatną galerię, do wglądu osób zaprzyjaźnionych. Niestety w celu obejrzenia zdjęć potrzebne jest konto Google bądź też posiadanie poczty na gmailu. Gdyby któraś z koleżanek reflektowała proszę o zabranie głosu i zostawienie maila.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
