A tu już dzielnie trzymające się hiacynty, żeby nie było że ciągle o nich gadam, a jeszcze nikt ich na oczy nie widział ;-)
wtorek, 1 marca 2011
Wiosenne porządki
Z okazji pierwszego dnia marca umyłam dziś okna. A wyglądały ci one już jak święta ziemia. No ale jakoś wcześniej nie miałam ochoty przymarzać do framugi. Jasność jakaś taka w domu nastała i wreszcie zerkając przez okno nie mam wrażenia, że na zewnątrz nieustająco panuje mgła. Przy okazji wymyśliłam sobie, że na lato muszę aranżację okien wykoncypować w nieco zwiewniejszym klimacie, bo mi nie do końca aktualne firanki pasują. Na szczęście do lata jeszcze dużo czasu, nawet wiosna się jeszcze nie wykluła, więc może mi przejdzie. Oby.
A tu już dzielnie trzymające się hiacynty, żeby nie było że ciągle o nich gadam, a jeszcze nikt ich na oczy nie widział ;-)
A tu już dzielnie trzymające się hiacynty, żeby nie było że ciągle o nich gadam, a jeszcze nikt ich na oczy nie widział ;-)
niedziela, 27 lutego 2011
Z pamiętnika młodej zielarki
Znalazłam pod szafą (sic!) jakieś cebulki. Pojęcia nie mam co to może być i na bogów jak one się tam w ogóle znalazły? Zasadziłam je i w napięciu czekam, co też z nich wyrośnie (i czy będzie to znana współczesnej nauce forma życia?).
Z przykrością zawiadamiam również, że dwa z moich świeżo nabytych hiacyntów nie doczekały starości. A wszystko za sprawą kocicy, która zapałała do nich wielką miłością i czuła nieustającą potrzebę kontaktu z nimi. Hiacynty tego gorącego uczucia nie podzielały i wybrały śmierć, rzucając się z parapetu na podłogę.
Z przykrością zawiadamiam również, że dwa z moich świeżo nabytych hiacyntów nie doczekały starości. A wszystko za sprawą kocicy, która zapałała do nich wielką miłością i czuła nieustającą potrzebę kontaktu z nimi. Hiacynty tego gorącego uczucia nie podzielały i wybrały śmierć, rzucając się z parapetu na podłogę.
piątek, 25 lutego 2011
Mistrz kierownicy
Ja: jedna dziura na całej drodze, a ty musiałeś w nią wjechać?
On:: też to zauważyłaś? Wiesz jaka to sztuka wjechać w taką małą dziurę? Chciałem ci pokazać jaki jestem zdolny
A jak ja kiedyś wjechałam na wystający na poboczu konar, który zrobił piękne wgniecenie w drzwiach, to była karczemna awantura, a nie gratulacje, jaka zdolna jestem :/
On:: też to zauważyłaś? Wiesz jaka to sztuka wjechać w taką małą dziurę? Chciałem ci pokazać jaki jestem zdolny
A jak ja kiedyś wjechałam na wystający na poboczu konar, który zrobił piękne wgniecenie w drzwiach, to była karczemna awantura, a nie gratulacje, jaka zdolna jestem :/
środa, 23 lutego 2011
Z cyklu: zakupy
W ramach dnia wolnego od pracy miałam dziś zamiar poświęcić się lenistwu, poobijać o kąty, pobimbać sobie i uważać aby przypadkiem nie skalać się jakąś durną robotą.
Bladym świtem obudziła mnie wkurzona kocica
- jeszcze chwilunię - wymamrotałam, przekręcają się na drugi bok.
Kocica nie wykazała się zrozumieniem. Pacnęła mnie łapą w półprzymknięte oko.
- Niedobry kot z ciebie, wiesz? - wyjęczałam
- Miau - odparła z wyrzutem
- Nie nakarmił cię Księciunio przed wyjściem?
- Miaaaaau
- Najwyraźniej nie.
Wstałam i powlokłam się do kuchni nakarmić biednego koteczka, który już pewnie głodem przymierał i resztką sił mi po łóżku skakał, wszak całą noc nie jadł! Zerkam do szafki - skończyła się karma (o rzesz!) Trudno, darmo trzeba było odziać się w strój wyjściowy i udać do zoologicznego, bo przebywanie w domu wraz z głodnym kotem jest czynnością tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Ja się do nich nie zaliczam.
A skoro już byłam na mieście, to postanowiłam zrobić zakupy. I wszystko pięknie, ale w supermarkecie był też dział roślin, więc do kasy przytargałam 4 hiacynty. Po czym stwierdziłam, że nie mam ich w czym umieścić. Zaraz obok było OBI, więc polazłam kupić osłonki. W międzyczasie dokupiłam jeszcze dwa hiacynty, dwa worki ziemi, metalowe wiaderko, opakowanie cebulek jaskrów, dwie ramki na zdjęcia, opakowanie kaboszonów, puszkę farby oraz poszewkę na poduszkę. A miałam pojechać TYLKO po karmę dla kota.
Bladym świtem obudziła mnie wkurzona kocica
- jeszcze chwilunię - wymamrotałam, przekręcają się na drugi bok.
Kocica nie wykazała się zrozumieniem. Pacnęła mnie łapą w półprzymknięte oko.
- Niedobry kot z ciebie, wiesz? - wyjęczałam
- Miau - odparła z wyrzutem
- Nie nakarmił cię Księciunio przed wyjściem?
- Miaaaaau
- Najwyraźniej nie.
Wstałam i powlokłam się do kuchni nakarmić biednego koteczka, który już pewnie głodem przymierał i resztką sił mi po łóżku skakał, wszak całą noc nie jadł! Zerkam do szafki - skończyła się karma (o rzesz!) Trudno, darmo trzeba było odziać się w strój wyjściowy i udać do zoologicznego, bo przebywanie w domu wraz z głodnym kotem jest czynnością tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Ja się do nich nie zaliczam.
A skoro już byłam na mieście, to postanowiłam zrobić zakupy. I wszystko pięknie, ale w supermarkecie był też dział roślin, więc do kasy przytargałam 4 hiacynty. Po czym stwierdziłam, że nie mam ich w czym umieścić. Zaraz obok było OBI, więc polazłam kupić osłonki. W międzyczasie dokupiłam jeszcze dwa hiacynty, dwa worki ziemi, metalowe wiaderko, opakowanie cebulek jaskrów, dwie ramki na zdjęcia, opakowanie kaboszonów, puszkę farby oraz poszewkę na poduszkę. A miałam pojechać TYLKO po karmę dla kota.
wtorek, 22 lutego 2011
Na zakupach, w dzień targowy takie słyszy się rozmowy
Ja: zobacz jaka ładna bluzeczka!
On: masz już tysiąc takich bluzek
Ja: nieprawda, takiej jeszcze nie mam
(przymierzyłam)
Ja: i jak, podoba ci się?
On: tak, tak, ślicznie wyglądasz
Ja: też mi się podoba, o słyszysz? ona mnie woła
On: słyszę, mówi: go away!
Ja: nie, nie, ona woła: take me home
Z ciekawostek flory i fauny. W szafie właśnie rozleciał się wieszak ze spódnicami. Sam z siebie. Nieniepokojony przez nikogo. Po prostu nie wytrzymał ich ciężaru i rozpadł się w drewniany niebyt. Niestety, z bólem serca muszę przyznać, że jednak mam za dużo ciuchów. Na dodatek w 90% z nich za niedługo nie będę się mieściła.
Dobra wiadomość jest taka, że będę musiała sobie kupić nowe. Zła, że będą to ubranka z serii wór na kartofle tudzież czteroosobowy namiot :/
On: masz już tysiąc takich bluzek
Ja: nieprawda, takiej jeszcze nie mam
(przymierzyłam)
Ja: i jak, podoba ci się?
On: tak, tak, ślicznie wyglądasz
Ja: też mi się podoba, o słyszysz? ona mnie woła
On: słyszę, mówi: go away!
Ja: nie, nie, ona woła: take me home
Z ciekawostek flory i fauny. W szafie właśnie rozleciał się wieszak ze spódnicami. Sam z siebie. Nieniepokojony przez nikogo. Po prostu nie wytrzymał ich ciężaru i rozpadł się w drewniany niebyt. Niestety, z bólem serca muszę przyznać, że jednak mam za dużo ciuchów. Na dodatek w 90% z nich za niedługo nie będę się mieściła.
Dobra wiadomość jest taka, że będę musiała sobie kupić nowe. Zła, że będą to ubranka z serii wór na kartofle tudzież czteroosobowy namiot :/
sobota, 19 lutego 2011
Łóżko. Part 2
Leżymy. Osobisty książę z bajki ogląda jeszcze tv, bo musi się wyciszyć. Doprawdy nie wiem jakim cudem on się wycisza oglądając np. „Szkło kontaktowe”. Ja po 5 minutach mam ciśnienie 200/180mmHg. Przekręcam się na bok, bardzo starając się nie słuchać, o czym oni tam ględzą i słyszę:
- kochanie, połóż się na plecach, bo mi zasłaniasz telewizor
- telewizor?! Ja ci przesłaniam cały świat, a nie tylko jakiś głupi telewizor!
Jego mina – bezcenna ;-)
- kochanie, połóż się na plecach, bo mi zasłaniasz telewizor
- telewizor?! Ja ci przesłaniam cały świat, a nie tylko jakiś głupi telewizor!
Jego mina – bezcenna ;-)
środa, 16 lutego 2011
Lustereczko powiedz przecie kto jest najpiekniejszy w świecie?
Osobisty książę z bajki z przepastnych odmętów łazienki:
- Kochanieeee, gdzie masz jakiś krem żebym mógł sobie posmarować ręce?
- tam w koszyczku, poszukaj sobie
Przychodzi, pokazuje:
- ten może być?
- nie, to jest nawilżający, ale do twarzy
Poszedł.
Wraca.
- a ten?
- ten też jest do twarzy, tylko z kolagenem i na noc
Poszedł.
Wydzierając się z łazienki
- a ten różowy?
- pod oczy
- a ten Lirene?
-na pękające naczynka
Przyszedł z całym koszykiem.
- to który jest do rąk, bo jak zaraz usłyszę: ten też nie, bo ten jest na krostki na lewym półdupku, to nie wytrzymam.
Wypraszam sobie, nie mam krostek na lewym półdupku! Na prawym zresztą też nie ;-P
- Kochanieeee, gdzie masz jakiś krem żebym mógł sobie posmarować ręce?
- tam w koszyczku, poszukaj sobie
Przychodzi, pokazuje:
- ten może być?
- nie, to jest nawilżający, ale do twarzy
Poszedł.
Wraca.
- a ten?
- ten też jest do twarzy, tylko z kolagenem i na noc
Poszedł.
Wydzierając się z łazienki
- a ten różowy?
- pod oczy
- a ten Lirene?
-na pękające naczynka
Przyszedł z całym koszykiem.
- to który jest do rąk, bo jak zaraz usłyszę: ten też nie, bo ten jest na krostki na lewym półdupku, to nie wytrzymam.
Wypraszam sobie, nie mam krostek na lewym półdupku! Na prawym zresztą też nie ;-P
Subskrybuj:
Posty (Atom)

