sobota, 5 listopada 2011

Gaduła ;-)

Od jakiegoś już czasu "poluję" żeby nagrać pierwsze, nieudolne jeszcze próby dźwiękowe naszej córeńki i za każdym razem, kiedy tylko ta mała przekora zobaczy w moich rękach aparat (pełniący także zaszczytną rolę kamery) milknie i żadna siła nie jest w stanie namówić jej do wydania jakiegokolwiek odgłosu.
Dziś podczas zmiany pieluchy "rozśpiewało" mi się dziecko na całego, więc dalej w te pędy rzuciłam się po dyktafon i oto sukces! Nagrałam! Dumna byłam z siebie okrutnie do chwili, kiedy uświadomiłam sobie, że moje zdolne dziecko, leżąc sobie beztrosko z gołą pupą podczas moich zapędów reżyserskich obsikało całe łóżeczko i siebie po same pachy :/

Jeśli jesteś rodzicem trzymiesięcznego niemowlaczka możesz < kliknąć >
w innym przypadku kliknięcie grozi trwałym uszczerbkiem na zdrowiu psychicznym ;-)

piątek, 4 listopada 2011

Euforycznie niemalże

Kolejna konsultacja za nami. Tym razem u chirurga onkologa i wiecie co powiedział?

Od około 2 tygodni naczyniak znajduje się w fazie inwolucji, czyli zaczął
ZANIKAĆ!
Z radości mało nie rzuciłam się panu doktorowi na szyję. Jakimś cudem się jednak powstrzymałam ograniczając się tylko do skakania pod sufit gabinetu. Wprawdzie lekarz od razu uprzedził, że to bardzo powolny proces i może potrwać nawet kilka lat, ale najważniejsze, że naczyniak przestał rosnąć. I żaden zabieg chirurgiczny nie będzie potrzebny.
Dzięki wam wszyscy bogowie tego świata i wam dobre duszyczki blogowe trzymające kciuki też.

środa, 2 listopada 2011

Trójeczka ;-)

Widzicie suwaczek na górze? Tak, tak Kluseczka mamusi ma już trzy miesiące ;-)Już trzy miesiące nieustannie się nią zachwycam i końca tej fascynacji nie widać. I pomyśleć, że jeszcze rok, czy dwa temu zastanawiałam się, czy aby na pewno lubię dzieci wystarczająco mocno, by mieć własne. A dziś stukam się w ten pusty globus jak w ogóle mogłam się nad tym zastanawiać. Dziś jestem jedną z tych ześwirowanych mamusiek, które każdego mogłyby zanudzić na śmierć opowieściami o tym jakie mają wspaniałe dziecko. Nie wyobrażacie sobie ile wysiłku kosztuje mnie aby każda notka nie zaczynała się słowami "moja cudowna córeńka" ;-) A już zupełnie pojąć nie mogę, co robiłam całymi dniami, kiedy jej nie było?

niedziela, 30 października 2011

Co-sleeping

Muszę przyznać, że w swej krótkiej dopiero karierze bycia matką miałam kilka razy wątpliwości odnośnie własnych poczynań. Bo o ile w innych dziedzinach doskonale sprawdza się metoda uczenia się na własnych błędach, o tyle bardzo nie chciałabym eksperymentować na własnym dziecku. Wystarczy rozejrzeć się wokół, aż roi się od małoletnich ofiar błędów wychowawczych i beztroski rodzicieli. Zdecydowanie nie chciałabym dołączyć do tego mało zaszczytnego grona. Ale skąd w takim razie czerpać inspiracje, na czym się wzorować, czym kierować wychowując małego człowieka? Matczyna intuicja to chyba trochę za mało.Zastanawiałam się, czy nie popełniam błędu zabierając Emilię na noc do łóżka? Nawet tutaj, w blogowym świecie poznałam tylko jedną zwolenniczkę spania razem z dzieckiem (Oleńka, gdzie się znowu podziałaś dziewczyno?) Cała reszta z was konsekwentnie odkłada dzieciaczki do łóżeczek, więc czułam się trochę jak taka czarna owca śpiąc z dziecięciem pod pachą ;-) Aż nagle, zupełnym przypadkiem trafiłam na artykuł dotyczący co-sleepingu i oto aż pojaśniałam z uciechy, odkrywając że moja głęboka potrzeba kontaktu z dzieckiem nawet podczas snu to nic innego jak pierwotne instynkty sięgające niemal pramatki Ewy. Czuję się całkowicie rozgrzeszona. Ba! Nawet sobie zaczęłam wmawiać, że jednak miewam przebłyski geniuszu ;-)

środa, 26 października 2011

Wieści z placu boju

Byłyśmy wczoraj na konsultacji "naszego" jakże znienawidzonego naczyniaka. Rośnie sobie gad wstrętny, ma się całkiem dobrze i nic sobie nie robi z mojej głębokiej pogardy dla niego.
Pani doktor choć bardzo miła nie miała dla nas dobrych wiadomości. Jeżeli sam nie zacznie zanikać potrzebna będzie interwencja chirurgiczna w pełnej narkozie. Krioterapia, czy laser opadają ze względu na lokalizację. A na ostrzykiwanie sterydami z kolei ja nie mam zamiaru wyrazić zgody. Widziałam do czego potrafi doprowadzić ich działanie w dorosłym organizmie, więc nie wyobrażam sobie aplikowania ich tak maleńkiemu dziecku.
Póki co, dostałyśmy skierowanie na konsultacje do Poradni Chirurgii Onkologicznej Centrum Zdrowia Dziecka (sic! jak to strasznie brzmi), a dodatkowo przez 3 miesiące mamy stosować ucisk za pomocą plasterków Steri-Strip. I wszystko pięknie tylko wyobrażacie sobie bardzo precyzyjne przyklejanie plasterka w okolice oka trzymiesięcznego malucha i to stosując odpowiedni ucisk? Jest to jedna z bardziej stresujących rozrywek w moim życiu, ale głęboko wierzę, że przyniesie upragnione rezultaty, więc jeżeli ktoś ma akurat wolne ręce i nie za bardzo wie co z nimi zrobić, bardzo proszę o trzymanie kciuków.

sobota, 22 października 2011

Strach

Podobno każdy czegoś się boi. Był czas kiedy bałam się samotności. Był i taki kiedy bałam się ufać. W miarę upływu lat zaczęłam bać się starości, niedołężności, bycia niepotrzebną. Ale dziś odkryłam zupełnie nowy wymiar strachu. Tak przerażającego w swej mocy, że kiedy już  człowiek wpadnie w jego szpony nie będzie potrafił się uwolnić.

7:00 rano. Emilia po wypiciu mleka, jak to ma w zwyczaju, dosypia jeszcze leżąc na brzuszku. Ja w tym czasie robię sobie herbatę i kładę się obok niej z książką albo laptopem. Dziś wybrałam książkę i tak mnie wciągnęła, że za jednym zamachem przeczytałam 120 stron. I nagle dotarło do mnie, że przez cały ten czas Emilia się nie poruszyła. Dotknęłam jej plecków i nie zareagowała. Leżała buzią zwrócona w moją stronę, z rączkami ułożonymi po bokach głowy i nie ruszała się.
Przez ten ułamek sekundy, który potrzebowałam żeby rzucić się w jej kierunku i wziąć ją na ręce poczułam z całą mocą jak przerażający może być strach. I nawet kiedy już trzymałam ją w objęciach, a ona brutalnie wyrwana ze snu wrzeszczała w niebogłosy, nie potrafiłam przestać się trząść i płakać. Musiałam wylać z siebie cały ten strach i dopiero wtedy do mojego mózgu dotarło, że wszystko jest w porządku.

Patrzę na tę maleńką buźkę, która niczego nieświadoma uśmiecha się do mnie promiennie i myślę sobie, że od teraz już zawsze, najbardziej na świecie będę się bała lęku o nią.

środa, 19 października 2011

Wczorajszy dzień sponsorowała literka Z jak Zdziwienia

Zdziwienie nr 1
Na okoliczność pięknej, słonecznej pogody wybrałyśmy się do parku. Na jednej z ławeczek siedzi starszy pan. Ten typ starszego pana, który zawsze przywołuje mi w pamięci obraz dziadka. Kapelusz, laska, szary prochowiec spod którego zawsze wystaje kołnierzyk koszuli, a na twarzy niegasnący uśmiech. Pan siedzi i czyta gazetę. Mijam go z sentymentem, wzdychając w myślach: ech, coraz mniej takich prawdziwych gentlemanów. I nagle rzuca mi się w oczy strona gazety, którą pan z uwagą czyta, a na niej tytuł: „Co i jak Polacy robią w łóżku?” A obok zdjęcie pary rozwiewającej złudzenia, że odpowiedź na to pytanie brzmi: śpią.

Zdziwienie nr 2.
Ten sam spacer. Ten sam park. Przechodzę obok pomostu na którym dwóch meneli kontempluje piękno przyrody, racząc się trunkiem wino marki wino. Nagle dolatuje mnie ich rozmowa:
- pożyczysz mi „Alchemika”?
- niestety musiałem oddać, bo już dostałem upomnienie z biblioteki

Zdziwienie nr 3
Ten sam spacer. Ten sam park. Idę chodnikiem, za mną bieży dwóch dresów. Puszka z piwem w jednej ręce, fajka w drugiej, łysa główka nie skażona żadną głębszą myślą, co dobitnie przedstawia prowadzony przez nich dialog: „kur*a chłopie, ja pier**ę...” Mijają nas, gdy nagle jeden z nich pochyla się nad wózkiem i leci z tekstem: „ ale słodka, a gu gu gu puci puci puci..” powodując poważną konsternację u córeńki (Sama nie wiem czy bardziej zdziwił ją egzotyczny język, w jakim pan próbował nawiązać z nią kontakt, czy też fakt że pierwszy raz zobaczyła łysego człowieka)

Na tym etapie zakończyłam spacer, bo zaczęłam poważnie obawiać się, że ten wytrzeszcz oczu i opad szczęki zostanie mi na stałe.